sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział I "Chociaż to była nieprawda"

       Dziewczyna leciała samolotem. Od zawsze się tego bała. Była ładnie ubrana, dlatego dużo chłopców do niej podchodziło i ją zaczepiało. Ona jednak ich spławiała bo nie potrafiła rozmawiać z chłopakami. Po prostu miała wstręt do tej płci, bo jej tata i jej były chłopak za bardzo ją zranili. Nagle zaczęło się to czego się najbardziej bała- turbulencję.
-Boże ja nie chcę umierać- wstała z siedzenia i zaczęła panikować. 
-Bądź cicho i nie rób wstydu.-burknął jej ojciec. Posłusznie usiadła. Nie mogła doczekać się spotkania z bratem. W sumie rozmawiali codziennie przez telefon, skype. Ale ona cały czas bała się, że tata ją na tym przyłapie. Bo ojciec zabraniał jej rozmawiać z bratem. Twierdził, że to przez Fede, Maria zginęła. Chociaż to była nie prawda. On po prostu nie mógł zrozumieć, że to przez niego Maria była zdekoncentrowana i się zagapiła za kierownicą. On ją za bardzo kochał, żeby przyjąć do wiadomości to, że odeszła.
     W Buenos Aires był słoneczny dzień. Fede przygotowywał z przyjaciółmi przyjęcie powitalne dla swojej siostrzyczki. Na lokum wybrał restauracje jego przyjaciółki. Fede nie mógł się doczekać spotkania z Violą. Poprosił Olgę, że by zrobiła jej ulubiony deser tort czekoladowy. Były wszędzie serpentyny.
- Wszystko jest gotowe na przyjęcie powitalne. - był uradowany z  czynu dla jego siostry.
-Federico, proszę uspokój się. Vial, Viel... Viola, tak Viola. Przepraszam. No więc kontynuując Viola przyjeżdża za 1 godzinę- powiedziała jedna z jego przyjaciółek. A mianowicie rudowłosa Camila.  Wszyscy się na nią dziwnie spojrzeli. Ona spojrzała ponownie na zegarek.- Ups, za 10 minut. Każdy się może pomylić.- powiedziała po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Dobra uspokójcie się, Fede zaprosiłeś tą jak jej tam ... Mmmm... LUDMIŁĘ?-wykrzyczał Andres. Był on przyjacielem brata Violi. Miał dużego świra na punkcie kosmitów. 
-Tak, ale pewnie nie przyjdzie...-odpowiedział i nagle w drzwiach stanęła ona sama we własnej osobie. Fede jak zwykle nogi zmiękły na jej widok. Chciał powiedzieć "Cześć", ale nie potrafił. Na szczęście miał przyjaciela- Leona. On go klepnął i szepnął:
-Stary, ogarnij się...




********************
Udało się!!!!!!!!
Napisałyśmy!!!!!!!
Ale był tylko jeden komentarz...
No nic, doiero zaczynamy. Proszę komentujcie!!!!
Tini i Violka 

5 komentarzy:

  1. No nieźle się zaczyna ;) napewno będę czytać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie się zaczyna!
    Śliczne ciuchy!
    Dzięki za info:)
    Te quiero!(tak po koleżeńsku i za bloga)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaa!!! Czadowy!!! Pisz, pisz następny kochana!! Czekam!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka !
    Zostałam tu zaproszona więc jestem . Ogólnie jest ciekawie . Podoba mi się wasz styl pisania . Czekam na następne rozdziały :)
    Besos
    Jola <3

    OdpowiedzUsuń